Kil­ka dni temu, jadąc samo­cho­dem usłysza­łam w radiu jak Roma Gąsiorows­ka tłu­maczy na czym pole­ga życie według filo­zofii „slow-fast life” którą ona sama pro­mu­je i według której żyje. 

Niezwyk­le mnie to zaciekaw­iło, gdyż do razu poczułam, że jest to opis mnie i mojego sty­lu życia. Jed­nocześnie w filo­zofię tą wpisu­je się moje pode­jś­cie do doświad­cza­nia stre­su i trak­towa­nia go w sposób pozy­ty­wny. Ale wszys­tko po kolei…

Pewnie niejed­nokrot­nie zetknąłeś/aś się z sfor­mułowaniem, że współczesne, życie więk­szoś­ci ludzi moż­na scharak­tery­zować jako tzw. fast life. Czyli takie, w którym jest dużo napięć wynika­ją­cych z nad­mi­aru obow­iązków i małej iloś­ci cza­su by to wszys­tko oga­r­nąć, z dąże­nia do per­fekcjoniz­mu i wysoko postaw­ionej poprzecz­ki. W kon­sek­wencji więk­szość z nas doświad­cza dużej iloś­ci stre­su, ma sto­sunkowo mało cza­su dla siebie, dla relacji z inny­mi, dla reflek­sji i nie zna odpowiedzi, po co tak naprawdę to wszys­tko robi oraz jaki ma to sens. 

W opozy­cji do fast live, pow­stała idea slow life która, jako filo­zofia życia jest nam współcześnie bard­zo potrzeb­na. Jed­nak według mnie być trud­na do osiąg­nię­cia dla więk­szość ludzi. Pro­mu­je się w niej zwol­nie­nie tępa, czas na reflek­sję, na relac­je, zad­ban­ie o samego siebie, ciesze­nie się chwilą, unikanie napięć i stresów. Mówiąc jed­nym słowem, życie w którym jest wyższa jakość doświad­cza­nia. 

Brz­mi to bard­zo dobrze i kuszą­co, warto jed­nak zwró­cić uwagę, iż to pode­jś­cie może jed­nocześnie pozbaw­iać czegoś, co dla dużej częś­ci osób (w tym mnie) jest bard­zo ważne — czyli „wibracji” w ciele, które pojaw­ia­ją się gdy stoimy przed czymś, co stanowi dla nas wyzwanie i wiąże się z trud­nem, z wysoko postaw­ioną poprzeczką a w związku z tym również ze stre­sem i napię­ci­a­mi.

W mojej oce­nie, takie zero-jedynkowe podzi­ały, takie czarno-białe spo­jrze­nie na rzeczy­wis­tość jest niead­ek­watne i sztuczne. Zarówno ludzie sami w sobie jak i życie ma wiele barw i odcieni dlat­ego naprawdę trud­no zaleźć osobę, która żyła by wyłącznie fast albo wyłącznie slow (może jest kil­ka wyjątków, ale na pewno nie jest to regułą).

Z tego powodu tak bard­zo spodobała im się filo­zofia „slow-fast life” która trafnie odd­a­je to, że w życiu jest miejsce zarówno na momen­ty slow, czyli spokój, zatrzy­manie i reflek­sję. Jak i na momen­ty fast, czyli dąże­nie do real­iza­cji trud­nych, ważnych i ambit­nych celów, które niejed­nokrot­nie wiążą się ze stre­sem i koniecznoś­cią bycia fast. 

Jed­nocześnie, życie „slow-fast life” kojarzy mi się ze zdol­noś­cią do bycia elasty­czny, co z punk­tu widzenia psy­cholo­gi, jest bard­zo cen­ną umiejęt­noś­cią prze­jaw­ianą przez oso­by osią­ga­jące wyjątkowo duże sukcesy w życiu.

Utożsami­am się z tym pode­jś­ciem, gdyż u mnie życie raz jest fast a raz slow. Lubię momen­ty slow, kiedy mam czas dla siebie, spędzam wartoś­ciowo i nieśpiesznie czas z córeczką i mężem, mogę zjeść spoko­jnie posiłek, poczy­tać książkę, zre­lak­sować się, mieć czas na reflek­sję i doświad­cze­nie życia wszys­tki­mi zmysła­mi. Bard­zo lubię również mojej momen­ty fast, kiedy mierzę się z wyzwaniem, gdy muszę wychodz­ić ze swo­jej stre­fy kom­for­tu, radz­ić sobie z napię­ci­a­mi, kon­flik­ta­mi, szukać rozwiązań prob­lemów — bo to wszys­tko jest częś­cią życia, potrzeb­ną bo mnie rozwi­ja. Bez momen­tów fast nie byłabym w tym miejs­cu w którym jestem ter­az.

W mojej inter­pre­tacji filo­zofia „slow-fast life” pro­mu­je inten­sy­wne życie, na pełnych obro­tach w którym warto się rozwi­jać, robić to, co spraw­ia, że w twoim ciele pojaw­ia­ją się emoc­je, wibrac­je, że real­izu­jesz siebie, pokonu­jesz wewnętrzne bari­ery, wspinasz się na szczyt, który może i jest trud­ny do osiąg­nię­cia ale przynosi spełnie­nie, sens i wol­ność. Jed­nocześnie pod­kreśla, by zachować w tym siebie, świado­mość tego, co robisz i po co to robisz, pamię­tać o chwilach zatrzy­ma­nia, o pri­o­ry­te­tach i świado­moś­ci swoich wartoś­ci które poma­ga­ją utrzy­mać właś­ci­wy kurs, dbać o duchowość, o prawdzi­wy kon­takt z drugim człowiekiem, o chwilę reflek­sji i zad­umy. 

Filo­zofia „slow-fast life” pozwala zrozu­mieć oraz zaak­cep­tować, że sytu­acje stre­su­jące są częś­cią życia i że stres wcale nie musi być trak­towany jak nasz wróg. Wspar­ciem tego są współczesne naukowe doniesienia o stre­sie, które pod­kreśla­ją, że stres może nas wspier­ać w dzi­ała­ni­ach i być naszą siłą. Bez wzglę­du czy Two­je życie jest slow czy fast, czy tak jak u mnie slow-fast - bez wąt­pi­enia od cza­su do cza­su pojaw­ia się w nim stres, jest on nieodłączną częś­cią naszego życia. W momen­cie gdy to zaak­cep­tu­jesz i zmienisz sto­sunek do stre­su, to on zacznie pra­cow­ać na two­ją korzyść. 

Ela Klus­ka-Łabuz